rogoz.radoslaw@gmail.com

+48 513 069 676

 

Gravel Attack

 

To gravelowy wyścig na dystansach 200 i 400km w prawdziwych realiach górskich z przewyższeniami rzędu 4000 i 8000m startujące w lipcu ze Strzelina. Kolejne udane dziecko ekipy tworzącej Race Through Poland. To druga edycja tej imprezy, tym razem głęboko penetrująca Kotlinę Kłodzką i okoliczne krainy.    

 

Gravel Attack wyścig gravelowy po gravvelowych trasach Kotliny Kłodzkiej.

 

Od początku biłem się z myślami, czy Gravel Attack to miejsce dla mnie. Co prawda jeżdżę w terenie, kiedyś nawet regularnie się ściągałem w maratonach MTB i dłuższych etapówkach, ale gravel to nie to samo. Inna maszyna, geometra, a przez to potrzebne nieco inne umiejętności,  których skopiować z szosy się nie da. We krwi zostało trochę MTB, ale na pewno za mało.

 

Do tego w mojej głowie była masa wątpliwości czy trasa jest rzeczywiście gravelowa, bo nie wszystkie wytyczane w Polsce powinny się nazywać gravelowymi. Moda nastała i króluje, teraz wszystko jest gravelowe, nawet tor F1. Do tego nienawidzę chęci upadlania na siłę zawodników i puszczania wyścigu nieprzejezdnymi chęchami. Czyli trochę się bałem, trochę nie wiedziałem co wrocławska ekipa zaserwuje, ale bez realnego powodu wycofać się przed startem nie mogłem. Znam ich na szczęście i wiem, że robiąc ciężkie wyścigi poruszają się w granicach zdrowego rozsądku. Tak to sobie tłumaczyłem.     

 

Gravel Attack - przygotowanie

 

Do Strzelina zawitałem w piątek, ale pakietu nie chcieli mi wydać przed obowiązkową kontrolą roweru, którego ze sobą nie miałem. Chodzenie na kolanach za Orgami nic nie dało, musiałem się wrócić po rower. W końcu zdałem i dostałem czapkę ze świetnym numerem 123. Wciągnąłem fantastycznego wegańskiego burgera i pojechałem się szykować.

 

Dalej schemat znacie. Setki pytań. Co wziąć, w co się ubrać, a kurtka? Która? Ochraniacze cienkie czy grube? Która koszulka? Ile żeli? A może kanapka? Jest wszystko uff. No nieeee za ciężki rower. I od nowa jeszcze ze dwa razy. Prawdą jest, że ten kto wyceluje z ekwipunkiem idealnie w potrzeby i pogodę, już na początku ma przewagę, ale to jest wiadome dopiero po ładnych kilku bądź kilkunastu godzinach jazdy.

 

W sobotę rano ruszam w pierwszej grupie atakującej 411km. Zacne i znane nazwiska trochę mnie onieśmielają. Stoję trochę z tyłu, trochę zasłaniam oczy dłoniami, nadal mam obawy, czy to jest miejsce dla mnie. Ale całkiem poważnie to JEST MIEJSCE DLA MNIE, bez względu na to jak pójdzie i jak wielki łomot dostanę. Od dawna bowiem feruję zasadzie, że chcąc dobrze przygotować zawodników do startów ultra trzeba w tym ultra mieć doświadczenie. Przyjechałem tutaj do pracy, pogłębić swoją wiedzę, zdobyć kolejne doświadczenia i później dzielić się nimi z moimi zawodnikami.

 

Gravel Attack wyścig gravelowy po gravvelowych trasach Kotliny Kłodzkiej.

 

Gravel Attack - start

 

Start. Ruszamy. Adrenalina gotuje się w żyłach, moc jest taka jakby za zakrętem miała być meta. Myślę sobie no panie, daleko tak nie pociągniesz. Ale idzie dobrze, pierwsze podjazdy wchodzą całkiem dobrze. Wszystko się zgadza, jak zawsze na początku. Nadal jednak nie czuje roweru. Tak mam niestety w terenie, że potrzebuje chwili żeby złapać flow. Czasem dłuższej chwili. Pierwsze odcinki jedziemy wspólnie z dystansem 200km, więc jest nas trochę na ścieżkach. Miejscami pojawiają się asfalty, taka próba zmylenia adwersarza, który myśli sobie, że jak tak łatwo jest na początku to dalej będzie tak samo. Nic z tych rzeczy. Dalej jest coraz gorzej. Ciekawie się robi od Złotego Stoku. Ale noga dalej podaje, za Orłowcem w kierunku Boruvkovej Hory i zjazdu do Lądka Zdroju. Jeszcze na podjeździe wbijam się w wędrujących biegaczy festiwalu biegowego. Na zjeździe zbytnia nonszalancja zarzuca mnie z tyłu, przednie koło blokuje się na grubszych kamieniach i zaliczam efektowny lot i glebę. Zrywam się na równe nogi i pierwsze co robię to rozglądam wokoło czy nikt tego nie widział i nie drze ze mnie łacha. Z kolana leje się krew, ręka otarta, rower po 5 sekundowej kontroli wydaje się cały. Lecę dalej w dół, ale puszczają emocje i zaczynam odczuwać skutki upadku. Tak już niestety jest do końca. Później wieczorem, znacznie wcześniej niż to konieczne, zakładam nogawki, bo zaschniętą krwią zaczynają się interesować lokalne owady. Płukanie ran nic nie pomogło.

 

Gravel Attack wyścig gravelowy po gravvelowych trasach Kotliny Kłodzkiej.

 

Dalsza część do Stronia jest mi znana, więc bawię się dobrze. Olewam ciepłym moczem klasyfikację, nie zerkam na tracking, jadę dalej co sprawia mi niezwykłą frajdę. Dalszy zielony dywan najeżony kamieniami, prowadzący na Śnieżnik zaczyna mnie drażnić. Ten fragment nie jest zły ale nie na tym rowerze i nie na Gravel Kingach w rozmiarze 38. Sztywnawy podjazd pod schronisko na Śnieżniku i zaliczam pierwszy punkt kontrolny na 165 kilometrze. Witają mnie gravelattakowcy. Fajnie zobaczyć normalnych ludzi. Ze Śnieznika w sumie aż do Bystrzycy Kłodzkiej jest asfaltowanie, to buduje morale i pozwala coś przekąsić. Za Bystrzycą zaczynają się znowu znane mi tereny, okolice Zieleńca i Duszników znam z dzieciństwa i czasów MTB. Tym razem jednak mijając Zieleniec wjeżdżam w las po zmroku. To nowe oblicze tych tras. Jaram się jak dzieciak nowymi klockami, lampa, las, głosy zwierzaków i ja na ścieżkach, które Organizator opisał na trasie jako znikające. Przednia zabawa mimo zmęczenia. Tam też jest sporo korzeni, co po kilkunastu godzinach jazdy i po glebie wymaga trochę więcej skupienia i wysiłku. Trafiam na singiel, który w optyce lampy nie wydaje się straszny, za sporą rezerwą, ale też niepochamowaną radością zjeżdżam na dół. Musze przyznać że od 200km do około 270km w okolicy Szczelińca było fantastyczne. Później też, za Radkowem odwracając się zauważyłem pogoń innego kolarza. Ależ to był bodziec, ucieczka na pełnej mocy szybko niwelowała dystans do mety. Dopiero później się zreflektowałem, że zmyliło mnie tylne światło mojej lampy odbite od słupka drogowego. Amator.  Ale wszystko co dobre się kończy. Spodziewałem się tego momentu. Po Górze Wszystkich Świętych i wędrówce z rowerem na plecach po drodze krzyżowej zacząłem odczuwać już spore zmęczenie i zamulenie. Do tego już wcześniej wjechałem w gigantyczną ulewę, która towarzyszyła mi bardzo długi czas. Aż do podjazdu na Wielką Sowę walczyłem ze sobą. Dopiero zjazd z Sowy zastukał do mojej głowy i kazał bardziej uważnie pokonywać trasę. Woda płynęła, nie ma co czarować, tylnie koło ślizgało się na zjazdach i podjazdach. W tych warunkach zabrakło techniki więc musiałem butować miejscami. Do Srebrnej Góry dojeżdżam trochę wkurzony, bo jednak te ostatnie kilkadziesiąt kilometrów było wyciśnięte na siłę, bez specjalnej mocy i dynamiki. Na punkcie w Srebrnej dostaję info, że teraz już jest tylko w dół. No spoko, nareszcie.

 

Gravel Attack wyścig gravelowy po gravvelowych trasach Kotliny Kłodzkiej.

 

Możecie sobie wyobrazić jak było w dół. Było w dół do góry, cały czas męczące larwy wiły się do samego Strzelina. Projektant trasy zasłużył na medal, złoty medal. Wymordował mnie ten ostatni odcinek niemiłosiernie, mimo że BYŁ W DÓŁ.

 

Wbijam na metę po 28h i 23 czy tam 24 minutach. Na mecie wita mnie zwycięzca dystansu 400, cała załoga GA i moja córka, która tym razem była moim kierowcą.

To była fantastyczna zabawa, masa zdobytych doświadczeń i umiejętności, świetna organizacja i atmosfera zawodników, którzy dopełnili to magiczne wydarzenie. Dziękuje !!! Zastanowię się jeszcze czy wrócę.

 

Trasa jest do pokonania w 24h, tak celowałem. Zabrakło siły, techniki, odwagi i pogoda znacznie pokrzyżowała plany. Do tego dopiero w domu zorientowałem się, że od gleby leciałem z naturalnie skorygowaną pozycją. Kiera nie jest cała.

Mimo to polecam wszystkim, którzy mają w planach prawdziwy wyścig gravelowy i świetną zabawę. 

 

Gravel Attack wyścig gravelowy po gravvelowych trasach Kotliny Kłodzkiej.

 

#ultratrack

 

Gravel Attack wyścig gravelowy po gravvelowych trasach Kotliny Kłodzkiej.
20 lipca 2021

Gravel Attack

Radek Rogóż